„I dusza moja stała się jesienią…”

  • Napisane 22 grudnia 2015 o 18:41

12373201_752039004901185_2465641870340424180_nKolejny raz. Znowu. A każdy wcześniejszy miał być ostatnim. Sama nie wiem po co mi to. Dobrze wiem, tak boleśnie wiem, że nie przyniesie to nic dobrego. Skończy się źle. Łzami. Skończyć się musi, bo przecież trwać nie może. A ja głupia sobie powtarzam, jeszcze chwilę, jeszcze nie teraz i dalej bezmyślnie wkraczam na cienki lód. Jakbym była widzem, który stoi z boku i obstawia kiedy ten cienki lód pęknie z trzaskiem. Pochłaniając mnie całą, wciągając na dno. I nawet ta świadomość nie jest w stanie mnie zatrzymać.

Mam talent do komplikowania sobie  życia, do tworzenia swoich własnych, małych katastrof. Nie umiem żyć spokojnie. I nie mogę pojąć dlaczego. Dlaczego nie mogę tak jak inni ludzie, kroczyć ścieżką z jasno obranym celem. Zaliczać po kolei etapy i levele życia, w odpowiedniej kolejności. Małżeństwo, wspólny dom, dzieci. Tak jak inni, normalni ludzie, którzy poznają się, biorą ślub, decydują się na dzieci i żyją razem mniej lub bardziej szczęśliwie. Bo tak trzeba, bo rzekomo mąż, dom i dzieci to główny cel kobiety. Więc dlaczego ja za wszelką cenę próbuję się wyrwać z tego schematu? Co mi w nim nie pasuje? Dlaczego ja tak lubię żyć inaczej, na opak, niczym buntownik.

Kusi mnie wzburzony ocean. Niczym podróżnik przygód, żądna jestem wrażeń. Zazdroszczę ptakom skrzydeł, które w każdej chwili mogą unieść je pod niebo wolności. Chcę poznawać świat, doznawać go, silnie przeżywać. Ciążą mi kajdany codzienności. Od codzienności uciec jednak nie sposób.

Kolejny raz. Znowu. Teraz czuję jednak większy niedosyt. Jakiś dziwny brak. Za szybko. Za mało. Za krótko. Nienasycenie. Głupie myśli.

I boję się. Boję się swoich myśli. Boję się tego dziwnego odczucia. Boję się, ale mimo strachu nie potrafię się zatrzymać i zawrócić. Nie potrafię uciec. Czasem ucieczka jest najlepszym wyjściem…

Boję się siebie, której nie znam…

1 komentarz do „I dusza moja stała się jesienią…”

  1. Certoipus pisze:

    Oj, znam to uczucie, kiedy mózg krzyczy „nie rób tego” a coś innego pcha Cię jeszcze mocniej, by właśnie to zrobić. Potem mózg się już wyłącza, zdeptany butem pożądania… A kiedy się otrząśnie, robi gorzkie wyrzuty.

Dodaj komentarz